wtorek, 7 kwietnia 2015

Smoleński matrix...

Nie pisałem postów w tematyce katastrofy pod Smoleńskiem, ponieważ wolałem czytać innych, którzy wielki swój wkład pracy włożyli w rozwiązanie tej nie ukrywajmy chyba największej zagadki wszechczasów. Dziś mogę stwierdzić, że nie posuwamy się do przodu z wyjaśnieniem, tylko raczej stoimy w miejscu, albo nawet się cofamy. Smoleńska, czarna dziura jest coraz większa. Po pięciu latach “śledztwa” mogę wyciągnąć kilka wniosków.

Nie byłoby ich, gdybym cały czas śledził Telewizję tzw. Publiczną...w zasadzie po pół roku od katastrofy zszedłem do blogosfery, aby szukać wyjaśnień tej zbrodni. Poprzez hipotezę FYM-a, po bełkot prokurwatury tzw wojskowej, dalej przez portal zamach.eu i kończywszy na komisji śledczej Antoniego Macierewicza.

Kliknij poniżej, aby otworzyć posta...



Niestety wygląda to wszystko nieciekawie...skłaniam się do twierdzenia, że 10 kwietnia 2010 roku byliśmy widzami makabrycznej inscenizacji jaka się dokonała w Smoleńsku. Inscenizacji, czyli “maskirowki”, natomiast dowodów powinniśmy szukać w Warszawie. Kilka moich wniosków jest kropelkami w morzu informacji i dezinformacji, lecz według mnie są istotne, aby zachować jakiś logiczny ciąg.

Zacznijmy od stwierdzenia dr Eugeniusza Wróbla, który był jednym z najlepszych specjalistów z zakresu komputerowych systemów sterowania lotem samolotów...w prywatnych rozmowach poddawał w wątpliwość, że wrak na Siewiernym to jest Tu-154 o numerze bocznym 101. Zginął trzy dni przed ogłoszeniem raportu MAK. Poćwiartował go własny syn, a następnie wrzucił do Zalewu Rybnickiego(?). Tylko on mógł merytorycznie obalić raport MAK-u.

Następna kwestia, to tzw “zimne silniki”...o zimnych silnikach, które mogły być zrzucone nad Siewiernym można poczytać na blogu Albatrosa z lotu ptaka,

...który stwierdził :

Łopatki sprężarki I stopnia zanurzone w błocie, bez zmian konsystencji i barwy gleby, o dziwo w bardzo dobrym stanie. Czyżby silnik nie pracował przed jego upadkiem!:”


Można oszukać ludzi, ale praw fizyki niestety nie...

Następna kwestia, to tzw filmik Koli, pytałem kiedyś pana Macierewicza o ten filmik. Zgłosiłem się i wypowiedziałem zdanie, że “chciałbym zapytać o filmik Koli”...na to pan Macierewicz stwierdził, że to bardzo dobre pytanie i z wielkim swoistym zaangażowaniem zapewnił, że filmik jest bez cięć, jest jednolity, więc jest autentyczny i strzały tam słyszalne też autentyczne. Czy filmik Koli ma uwiarygadniać miejsce katastrofy ? Być może...ale więcej z nim raczej nic nie da się zrobić, sprawców strzałów nie da się zidentyfikować, tak jak nie da się wytłumaczyć kwestii “wyparowania” kokpitu....zostaje tylko filmik, który jest ...”autentyczny” i który zdaje się uwiarygadnia miejsce.

Następna sprawa, to zdjęcia miejsca katastrofy i wypowiedzi Moonwolkera Wiśniewskiego...sam Moonwolker (co prawda w prywatnych rozmowach) na zadane pytanie dlaczego piloci TU-154 M lądowali jak widzieli że warunki są złe stwierdza, że :

Moim skromny zdaniem powód był prosty. Brak paliwa.
Las i okolica nie płonęły od rozlanego paliwa.
Kula ognia była taka sobie.
Nie było czuć zapachu paliwa.
Samolot godzinę wcześniej próbował podchodzić do lądowania.
Tak mi się wydaje.”


Oczywiście można sie czepić, że nie ma linków do oficjalnych wypowiedzi, natomiast w oficjalnych potwierdza, że nic się nie paliło :

Samolot przeorał okolice bardzo głęboko. Wszystko znajdowało się w błocie. Nie dało się po prostu po nim iść. Zapadałem się w błoto. Inni świadkowie mówią, że wszystko się paliło, ale na moich zdjęciach widać, że nic się nie paliło. Może tylko trochę gałęzi.”- dalej, na zadane pytanie , jak zachowywały się służby rosyjskie jak nadgorliwiec nie pytany przecież o to odpowiada że :

Nieprawdą jest, że po cichu wynosili ciała.”


No właśnie, nieprawdą, ponieważ na filmach Moonwalkera ciał nie było widać, a ciało Prezydenta szukano siedem godzin (sic!) i to jeszcze wyposażone w indywidualny nadajnik (to chyba jaja jakieś). Można na tej podstawie domniemywać, że w chwili “katastrofy” mogło go jeszcze tam nie być...
Na filmach Moonwalkera widzieliśmy sami, że paliło się faktycznie tylko “trochę gałęzi”, więc coś chyba z tym wybuchem też coś nie teges.
Oczywiście może się ktoś przyczepić, że czepiam się szczegółów, ale te szczegóły coraz dobitniej świadczą, że na Siewiernym była tylko inscenizacja.

Sprawą jednak najważniejszą, którą trzebaby poruszyć na samym początku, dla mnie absolutne Genessis śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku to pytanie gdzie jest choćby jedno zdjęcie, choćby jeden filmik który przedstawia wylot delegacji do Katynia.
Przecież Prezydenta fotografuje się także ze względów bezpieczeństwa, to jest normalny standard kiedy część dziennikarzy filmuje wylot delegacji, część udaje się na miejsce docelowe, aby fotografować przylot i celebrację obchodów. Jak wytłumaczyć fakt, że ani jeden dziennikarz z ani jednej stacji, z ani jednej gazety nie uwiecznił wchodzenia Pary Prezydenckiej do samolotu, nie ma żadnych fotografii także w archiwum Polskiej Agencji Prasowej, z konferencji prasowej z sali odlotów, z płyty lotniska, z trapu, w końcu z wnętrza maszyny i jeszcze dziwnym trafem zepsuł sie monitoring i na Okęciu i w Smoleńsku...mało tego, nie ma nawet prywatnych zdjęć choćby z komórki ludzi żegnających Prezydenta wylatującego na obchody. Dla mnie to jest nie do przyjęcia, ciekawe też, że żaden Warszawiak nie udał się na Okęcie, aby choć z dala zrobić zdjęcie, lub sfilmować wzbijający się w powietrze samolot...pytanie do Warszawiaków, czy ktoś był żegnać Delegację odlatującą na obchody do Katynia ?

Jak odwoziło się kogoś z rodziny udającego się do USA na Okęcie, to nie odjeżdżało się, dopóki samolot nie zniknął z pola widzenia...jak to się stało, że nikt nie nagrał żadnego filmiku, nie zrobił żadnego zdjęcia ?

Odpowiedzi na pytanie co się wydarzyło w Smoleńsku należy szukać na warszawskim Okęciu...dla mnie brak jakiegokolwiek audiowizualnego zapisu z wylotu dnia 10 kwietnia 2010 z warszawskiego lotniska Okęcie jest jasnym dowodem, że takowego po prostu nie było...niech mi ktoś udowodni, że się mylę...