niedziela, 26 kwietnia 2020

Ja owca...

Dziś Ewangelia Jana o Dobrym Pasterzu ma bardziej niż przeciętny wydźwięk. Założenie jest jasne, dobry pasterz daje życie swoje za owce, nie tylko że w takim stopniu jak Najlepszy Pasterz Chrystus, ale także swoje życie jako wierny duszpasterz, kapłan, ksiądz, hierarcha, który poświęca całe swoje życie, aby prowadzić te owieczki do Pana. Prowadzić z trwogą, aby żadnej nie stracić, bo jako dobry pasterz będzie z tego rozliczony. Wiemy też kim jest najemnik...kiedy zbliża się niebezpieczeństwo, będzie kombinował jak w najmniejszym stopniu nie ponieść uszczerbku na swoim zdrowiu, a jak pojawi się dyskomfort, strach przed sankcjami ze strony "wilków tego świata", daje dyla i nawet nie ogląda się za siebie...



Na szczęście owieczki nie są bezbronne, posługują się tak samo wiarą jak i rozumem, ale przede wszystkim znają głos Pana i którym to takim samym głosem przemawiają do nich ziemscy dobrzy pasterze...

W ciągu dwóch dni zauważyłem niesamowitą polaryzację, antypody interpretacji tego dziwnie zakłamanego czasu tej wyimaginowanej pandemii...radość kapłana z "pustych kościołów", jako "pięknego czasu pustyni" i wielki ból kapłana, który nie może wpuścić wiernych do kościoła.  Ból, który jak stwierdził jest większy od bólu śmierci swojej Mamy...

Ja owca znam głos dobrego pasterza...i za nim podążę...