Jest taka durna, wschodnia filozofia, która nazywa się Feng Shui. Sedno mniej więcej tej filozofii polega na tym, że aby była równowaga, czy harmonia (nie mylić z akordeonem) to musi być tyle samo dobra i tyle samo zła... (tam chodzi o siły odziałujące wzajemnie jin-jang, czyli czynnik żeński, zły"jin" symbolizujący noc, ziemię, destrukcję, pasywność i czynnik męski, dobry "jang", czyli światło, niebo, kreacja, aktywność)...
Czyli jakby to określił góral spod Gubałówki typowa damsko-męska relacja, czyli chłop z babą siedzący w konkubinacie...